sobota, 8 listopada 2014

Aaa... kotki dwa

Ile razy śpiewałam w życiu tą kołysankę... nie zliczę. Oczywiście są też inne, ale ta, jest jakaś taka, że sama się zaczyna śpiewać. Ostatnio to Mania mi dyktuje co mam jej zaśpiewać wieczorem. Układamy się w łóżku do spania...
- zaśpiewać Ci kołysankę Maniu ?
- tak, o koniku, Isi i kocie ...
No i zaczynam, wielką improwizację. Śpiewam o tym jak bardzo ją kocham, jak ona bardzo kocha konika, i jak na nim jeździ, i wcale się nie boi... i co tylko mi ślina na język przyniesie. Czasem tak popłynę, że nawet zaczynam rymować ;)
I co bym nie śpiewała, zawsze na koniec wychodzą kotki....

Aha, czasem to M zaczyna mi śpiewać kołysankę - wymyślankę ;) Kiedyś ją nagram ...

***

Moje uczucia w temacie kotów są zdecydowanie mieszane, nie chciałabym mieć kota w domu, ale lubię te stworzenia. To samo odnosi się do innych czworonogów, lubię jak mają miejsce do biegania. Dużo miejsca, i dużo swobody :)
Więc jeśli kot, to właśnie taki... Mania ostatnio marudziła, że chce kota ;) Zatem powstały, dwa.






Niebieski kot, może godzinami wisieć na swoim ogonie, lubi upiększać wnętrze pokoju dziecięcego, lub też po prostu się bawić. Wyposażony w obiad i serducho, daje radę skakać po meblach. Lubi się wieszać na uchwytach szafek, łóżeczku dziecięcym, oknie, i innych wystających ze ściany gwoździach ... Jest piecuchem, zdecydowanie oswojonym domownikiem.







 Drugi kot, nieco bardziej dziki, aczkolwiek nie mniej kochany, rasowy dachowiec. Lubi przesiadywać na oknie ;)


Koty jak to koty, chodzą własnymi drogami. I są domownikami w takim stopniu w jakim chcą być ....


poniedziałek, 3 listopada 2014

Koń jaki jest, każdy widzi

Zaczęło się, nie wiem jak. Przyszło, nie wiem skąd. Ot tak. Pewnego dnia, w czasie, gdy już szerzej otworzyła oczy na świat, i więcej pojmować z niego zaczęła, przypomniała sobie, być może, a być może dostrzegła na nowo, że konie to istoty do kochania. Mania zaczęła się interesować koniami, jakieś pół roku temu, czyli mając nieco ponad 1,5 roku. I od tej pory tylko koń jest fajny, i wszystko z koniem. Książki z koniem, bajki z koniem (jeśli jakieś znacie, proszę podrzućcie wiadomość, bo wymiękam), do zabawy również konie. Ogólnie nieco koniowaty okres, się nam rozpoczął. Mania zaczęła konne jazdy, przy okazji lekcji konnej mojej siostrzenicy. Była zachwycona w każdym calu, nie widziałam w niej absolutnie żadnego lęku.
Osobiście mam pewną awersję do współczesnych bajek, tych o koniach też, mówię tu o kucykach które walczą z innymi kucykami, mówią, tańczą, i są takie .... ludzkie, te bajki są doprawdy straszne! Niestety dzieciom się podobają, i dzieci takie kucyki, w domu też chcą mieć. Więc walczę, podejmując rękawicę rzuconą przez mass media. I tworzę.... i stworzyłam pewnego konia, do kochania.


***
Wieczorem, zabrałam się do pracy, zrobiłam wykroje kilku nowych rzeczy, plus grube, nieprzemakalne rękawiczki dla M. Robi się naprawdę zimno ! szczególnie na placu zabaw, aż się zaczynam trząść jak pomyślę, że gołe rączki dotykają tych namarzniętych metalowych uchwytów.... brrrrr. Trzeba zrobić rękawiczki, to mój priorytet. Więc wykroiłam, co wykroić miałam, z myślą, że pozostawię do zrobienia na później, pójdzie szybciej. Mania oczywiście obok mnie krążyła, co chwilę spoglądając badawczo w moją stronę. W końcu nie wytrzymała, i podeszła, pytając co robię, i czy może na kolana ;) Zaczęłam jej tłumaczyć, że rękawiczki bo zimno..... i powiedziałam, nie ugryzłam się w język, wypaplałam.... "mama szyje konia".... W jej oczach rozbłysły iskierki, otworzyły się drzwi, których się nieco bałam. Mania od tej chwili nieustannie stała przy mnie i pytała " a konia...?", "a może konia?" .... Zastanawiałam się po co ja z tym wypaliłam, zamiast uszyć w spokoju, i dać gotowego do zabawy.... trzeba rzucać wszystko i robić konia JUŻ ! GALOPEM ! Bo dziecko stoi i czeka ;) Chciał, nie chciał wszystko inne poszło na dalszy plan, a Mania włączyła się w szycie konia, wypychając razem z tatem nóżki. Praca - można powiedzieć rodzinna.
Co powstało, zobaczcie, oceniajcie :)



Taki z niego trochę osiodłany dzikus ;)


Koń jaki jest, każdy widzi. Koń jak to koń, lubi biegać, zatem nie było innego wyjścia jak doczepić nogi na guziki. Muszą być przecież ruchome !



Część szyta ręcznie (w ogromnym pośpiechu), a część maszynowo (z równie dużym pośpiechem). Koń uszyty z resztek dresówki jakie zachomikowałam, z pozostałych prac. Siodło z nowego materiału jaki, już jakiś czas temu nabyłam, z myślą o letnich spodniach, a szalona grzywa z miśka okalającego kaptur od kurtki zimowej ;) Gównie przez tą grzywę wyszedł nieco szalony i może trochę podobny do lwa .... Nieprawdaż ?

wtorek, 28 października 2014

czapka pilotka

Troszczymy się o swoje dzieci, opiekujemy, chronimy, gładzimy, całujemy i jeszcze całujemy.... i one czasem uciekają, a nam się chce je ciągle całować. Miłość rodzicielska bezgraniczna, miłość dziecięca bezwarunkowa. I jest to zupełnie naturalne.

Moja M czasem wygania mnie z pokoju, choć ledwie się nauczyła mówić, już wie jak się mnie pozbyć. Zaskakuje mnie z każdym dniem, nie tylko ona, każde małe dziecko z którym mam do czynienia. Gdy kończyła dwa lata, zrobiłam podsumowanie w temacie mowy. Pomyślałam, że fajnie uwiecznić jej początki, i założyć jej własny Maniulowy słownik. Podsumowanie samą mnie zaskoczyło, zapisałam całą kartkę A4, drobnym maczkiem. Wypisałam wszystkie słowa, których M używa. I każdego dnia jest ich coraz więcej.
Myślę, że nieźle się uśmieje, kiedyś, gdy będzie go czytała.

Wracając do tematu, to właśnie z troski o dzieci, a dokładniej o ich uszy, powstał nowy projekt czapki na zimę.
Mamy często troszcząc się o dziecko wybierają czapki zakrywające uszy, bo wiadomo, wiatr, śnieg, zimno. Logiczne. Małe dzieci często niespodziewanie zdejmują czapki, więc dobrze jest móc je zawiązać.
Głęboka czapka pilotka, wykonana z podwójnej dzianiny dresowej. Z aplikacją dla chłopca, M. zgodziła się zaprezentować na swojej głowie. Zadowolona jestem, w planach stworzenie wersji polarowej na duży mróz, a zapowiadają ...
Póki co prezentuję pilotkę z samochodem.


Miś zgodził się na jedno zdjęcie, postanowiłam wykorzystać sytuację.
Czapka jest dwustronna, możemy zamieniać, i dopasować do stroju :) Do kompletu gałgankowa podwójna apaszka na rzep. To dobry skład.



 Przeszkadza Wam rozmyta twarz dziecka ? Jakoś w dniu sesji M była zdecydowanie niewyraźna ..... :/ A tak poważnie, nie chciałam byście się skupiali na tym, na czym nie trzeba ;)









 Czapka bardzo dokładnie zakrywa całe uszy :) Muszę taką zrobić dla M.

Korzystajcie z ciepła, niewiele go już zostało. Mówią, że to ostatni piękny tydzień.

środa, 22 października 2014

ciepła czapka z dresówki

Podobno zima w tym roku będzie długa, mroźna i śnieżna. Niestety, złota polska jesień nie będzie trwać długo! I chociaż bardzo lubię śnieg, to raczej za oknem, gdy sama siedzę w fotelu, wtulona w koc z gorącą zieloną herbatą jaśminową w dłoni i koniecznie dobrą książką, przy lampie nocnej. Bardzo obrazkowy i standardowy opis, i ja  właśnie tak lubię zimę . Zdecydowanie standardowo. Lubię kiedy całe okno pokrywają zamarznięte płatki śniegu, lubię się w nie wpatrywać i przyglądać godzinami , nadając kształty i znaczenie. Lubię, gdy zawierucha za oknem, i z domu nie trzeba się ruszać, lubię wtedy się spotkać ze znajomymi i grać w scrabble, pić ciepłe wino....
Ciężko jednak spacerować z wózkiem zimą, w ubiegłym roku nieźle się natrudziłam omijając góry śniegu, i przejeżdżając przez zasypane, nieodśnieżone chodniki. Do tego wcale nie tęsknię. Cieszę się, że Mania jest większa, i w tym roku zamierzam przeprosić się z sankami, które stoją obrażone na strychu...
Przygotowania do zimy trwają, w internecie piszą, że lada dzień ma zacząć mrozić w nocy.... mało pocieszające, ale myśl o ciepłej herbacie, książce, i szyciu jakoś mnie przyjemnie nastraja. Latem nie mam na nic czasu, ciągle na dworze, na spacerach, na basenie, czy innych zajęciach dodatkowych, wyliczać można bez liku. Zimą jest spokojniej, chociaż czasem akumulator pada...i szyby trzeba skrobać :/


Inspiracja ...

W związku z powyższym, uszyłam ciepłą czapkę "smerfetkową", inspirowaną postacią myszki Minnie.
Czapka podwójna z dzianiny dresowej, z domieszką elastanu, dzięki temu jest rozciągliwa, i świetnie przylega do głowy. Bardzo długa ! 25 cm w długości. Zamysł był taki, by mógł tam się schować długi kucyk :) Zatem obszywam rodzinę na zimę, niebawem kończę, więc bądźcie czujni ;) W komplecie do czapki powstał, ciepły komin. Z jednej strony dzianina dresowa, z drugiej bawełna. Wąski i długi, przylegający do szyi.



















Pozdrowienia od Rosy !
Muszę sprostować.... Rosa w międzyczasie zyskała drugie imię - szczęściara, ja mam ciągle jedno. Nawet żadne ksywki nigdy się mnie nie trzymały :] Zatem przedstawiam Rosę, Dżini (mam nadzieję, że dobrze napisałam, jeśli nie wybacz proszę Domi !). Ma się dobrze, jest wiecznie młoda, piękna, bogata, i mocno eksploatowana ;)

Wszystkiego pozytywnego Wam wszystkim, cieszę się, że jesteście i zaglądacie do mnie. Dzięki !


poniedziałek, 6 października 2014

czarna dziewczęca tutu

Ostatnio, spędzam czas bardzo aktywnie... nie są to narty, wspinaczki, ani nawet żaden survival.... Czas spędzam aktywnie w dziedzinie samodoskonalenia ;) głównie na szkoleniach. Nie lubię pisać o czymś co nie jest jeszcze zakończone, zatem proszę wszystkich jeszcze o chwilę cierpliwości. Niebawem czas umieszczania postów, i nowych wyTworów powróci do normalności. Będzie jak dawniej - sama się tłumaczę i pocieszam ;)

***

A tymczasem, chciałbym Wam zaprezentować nową czarną tutu, którą wykonałam dla swojej córeczki. Jest ona idealną odwrotnością dresowej spódniczki nazwanej przeze mnie spódniczką gwiazdeczki (patrzcie tutaj). Podszewka z cienkiej dresówki, a na niej czarny tiul - mocno marszczony, pas z szeroką gumą, obszyty tą samą dresówką. Ot co. Zainspirowała mnie stara spódniczka ;) W temacie tutu, przypominam, była jeszcze różowa dla małej baletnicy spójrzcie na nią. Bo obydwie wykonane były zupełnie innymi metodami.
Popatrzcie!


Wybierając scenerię do zdjęć udaliśmy się do lasu iglastego. I wiecie - las o tej porze roku jest zdecydowanie wyjątkowy :) Kolorystyka magiczna. Zdjęcia niestety nie oddają efektu. Jednak bez kaloszy się nie obyło - jest wilgotno, i kalosze są - fajne ! Lubimy kalosze !



Będę szczera... tak naprawdę to wybraliśmy się na grzyby, a zdjęcia były tylko "tak przy okazji" ;)


Teraz mała fotorelacja z leśnej wycieczki ...


Były żuki, grzyby, mrówki, huby i purchawki - jednym słowem, wszystko to co powinno być w lesie. Leśne życie jest spokojne, czasem tylko jacyś ludzie się pojawią pokrzyczą, podepczą, połamią kilka gałęzi, i zepsują kilka pajęczyn.... A potem znowu wszystko wraca do normy.....

Żuk leśny - tata żuk wraca do domu z zakupami na śniadanie do mamy żuk i dzieci - opowiadała przejęta Mania

Huba drzewna

 Purchawka gruszkowata - źródło dobrej zabawy :)

 Gołąbek Czerwony - jadalny, aczkolwiek często mylony z bardzo trującym, młodym Muchomorem Sromotnikowym. Kto się nie zna niech nie zbiera, kto się zna, niech zawsze poddaje w wątpliwość. Ja cieszę oczy kolorami, i pozostawiam na swoim miejscu w lesie :) Ten posmakował bardzo leśnym zwierzętom ...


Uwielbiam mrowiska, lubię przysiąść na chwilę - w bezpiecznej odległości, kiedy już takie znajdę w lesie. Popatrzeć chwilę, i zastanowić się, czym tak naprawdę mrówki różnią się od ludzi... ? I czym ich dom różni się od naszych wielkich miast, ogromnych wieżowców i mniejszych bloków .... ?



Z serii jak wyznaczyć kierunek w lesie, gdy się zgubimy:
- mech zawsze porasta drzewa i pnie od strony północnej 
- mrowiska od strony północnej są bardziej nachylone, niż od trony południowej (nagrzewanie mrowiska słońcem)
- słoje na ściętym pniu - po stronie północnej odstępy między nimi są mniejsze (słabiej rozwinięte)

 Młody okaz - podgrzybek brunatny

Inne bardzo smakowite podgrzybki. 

Obalam mity stanowiące o tym, że grzyby to bezwartościowe produkty,  które większość ceni tylko i wyłącznie za smak. Smak - smakiem - z tym nie można polemizować, jest on charakterystyczny i wielu potrawom nadaje niepowtarzalnego aromatu. Jednak smak to nie wszystko ! Ostatnie badania wykazały, że grzyby to nie tylko smak. 

Kilogram grzybów = pół kilograma mięsa

Grzyby zawierają dużo wody od 80 do 90 %. Sucha masa zaś składa się głównie z białek, co pozwala nazywać je "leśnym mięsem". W skład tych białek wchodzą prawie wszystkie aminokwasy, co pozwala zaliczyć grzyby do najważniejszych produktów żywnościowych. Najwięcej białka jest w pieczarkach hodowlanych – aż 44 procent. Z kolei suszone borowiki zawierają prawie dwa razy więcej białka niż mięso wołowe.  Grzyby zawierają wiele witamin - A, B1, B2, C, D, PP, żelaza, potasu, fosforu, wapnia, sodu. Są w nich także mikroelementy - miedź, cynk, jod, mangan, fluor i ołów w granicach normalnych dla roślin jadalnych, przy czym w kapeluszach znajduje się więcej niż w trzonkach.
I rozwiewam wszelkie wątpliwości - pieczarki też zawierają wiele wartości odżywczych.


Koniec na temat grzybów, jeśli chcecie więcej zapraszam tu, albo tu. Jest konkretniej, w tym temacie, jednak pamiętajcie, GRZYBY SĄ NIE WSKAZANE DLA DZIECI PONIŻEJ 10 ROKU ŻYCIA. Głównym powodem, dla którego nie podaje się dzieciom grzybów, jest ich ciężkostrawność oraz stosunkowo duże ryzyko popełnienia błędu przez zbierających. Chyba lepiej "dmuchać na zimne" zabierajcie dzieci do lasu, na spacery, ale nie podawajcie im grzybów do jedzenia !

A tymczasem życzę wszystkim dużo smacznych grzybów i długich wycieczek po lesie !

czwartek, 4 września 2014

szarawary męskie z dzianiny

Ostatni czas obfitował w zieleń, słońce, deszcz, las, wodę i wszystko inne co dalekie od miasta. Wynieśliśmy się ze stolicy na urlop, i jakoś wrócić nie zdążyliśmy jeszcze. Urlop trwa w najlepsze, a ja nie mam na nic czasu.
Wyjechaliśmy na Mazury, uwielbiam Mazury.... sama nie wiem za co (?) Żaglówki nie mam, o jachcie nie wspominam, nawet łódki nie posiadam. Zatem co robić na Mazurach gdy nie ma się ekstra wypasionego sprzętu do pływania, ani niczego innego ?????
Otóż się da ! Wiecie, są kajaki, rowerki wodne, ścieżki leśne, rowery i jeziora w których zazwyczaj można się wykąpać. Chociaż muszę przyznać, że z kąpieli często nie korzystam, tam zazwyczaj wieje, a pogoda zmienia się zdecydowanie za szybko. Do jeziora wejdę, gdy słońce spokoju nie daje, dla ochłody, lubię i potrafię pływać, ale tylko wtedy gdy mi ciepło ;) Tyle o tym.
Byliśmy w małym ośrodku położonym w lesie, nad zatoczką jeziora Szeląg Mały. Bardzo urokliwe miejsce... za co kocham Mazury ?

Popatrzcie i sami mi powiedzcie .... :)



Oczywiście planując wyjazd, wzięliśmy pod uwagę czas i miejsce w którym odbywa się Ostróda Reggae Festiwal, i nie jest to żadna nowość, ani reklama, po prostu  bardzo lubimy ten klimat. Bywamy od lat, i dziecko nie jest żadnym przeciwwskazaniem do dobrej zabawy. Razem bawimy się świetnie. Jeździliśmy zanim urodziła się Mania, jeździmy z Manią, i będziemy jeździć dalej :)


Dodaj napis

Dzięki  Marta za foto !

Dzięki Marta za foto !



Dzięki Marta za foto !



Koniec mazurskich opowiastek, urlopy mają to do siebie, że mijają, zazwyczaj za szybko ;) Szczerze polecam wszystkim taką formę odpoczynku. I niekoniecznie mam tu na myśli festiwal, po prostu Mazury. Nawet się nieco zaśmiałam przy kolejnej z wycieczek szlakiem leśnym, że zazwyczaj wszyscy (wnoszę po plaży przy ośrodku) przyjeżdżają się smażyć i opychać, piwskiem, kiełbachą, karkówką i innymi nieznanymi mi specyfikami, czyli według współczesnego słownika plażning, smażning i co tam jeszcze chcecie dopowiedzieć ;) Nam do tego niestety daleko. Nie potrafimy siedzieć bezczynnie na plaży ...

Po Festiwalu czas nieco ochłonąć i odetchnąć. Łapiemy oddech ... już trzeci tydzień :D
 I muszę przyznać, że podczas tego dłuższego urlopu sytuacja nieco uległa zmianie, ale o tym innym razem.


***

A teraz o czym innym

Już przed wyjazdem na Mazury, poczyniłam pewne dawno obiecane spodnie. Miały być z dresówki - i zapewne jeszcze będą. Zmieniłam zdanie przez pogodę, wybrałam cienką, plastyczną dzianę z elastanem. Obiecałam uszyć spodnie dla męża. Mąż się nie mógł doczekać, bo ciągle jestem zajęta innymi sprawami ;)
Jednak przed wyjazdem, złapałam wenę za ogon i poczyniłam wydumane spodnie z materiału, którego sobie na nich nie wyobrażałam. I oto są, mąż zadowolony, ja również, bo odkryłam nowy sposób na szycie tego modelu. Spodnie w pasie i nogawkach mają ściągacze. Na wyjazd super sprawa. Uparłam się więc, że przed wyjazdem skończę, i skończyłam. Wyszło całkiem nieźle. I wiecie - nie mam overlocka, więc musiałam sobie jakoś radzić. Wynalazłam więc w necie, szef francuski, po raz pierwszy w życiu - i jestem z niego zadowolona :)
Oceńcie sami





Gdyby ktoś miał chętkę na takie spodnie - piszcie do mnie :D


 Mój pierwszy szef francuski :) Google moim nauczycielem. Jestem z siebie dumna, wyszło naprawdę dobrze :) Możecie się przyjrzeć, biegnie wzdłuż lewej nogawki, fajne jest to, że z obu stron wygląda tak samo. Więc spodnie mogą być noszone na dwie strony, na wyjazdach, jak znalazł ...






To moje drugie szarawary, te pierwsze były w wersji mini dla córki (tutaj o nich). Wykonane były nieco inaczej, niż te. Jednak obie wersje uważam za udane. Bronią się w trakcie noszenia. Są wygodne, luźne, łatwo się piorą i szybko schną, bez prasowania :)



Jeśli Wam się podobają możecie, o tym napisać, jeśli Was zainspirują możecie pokazać swoje dzieła :)

Pozdrawiam
Magda



wtorek, 29 lipca 2014

Rosa, Masza i urodziny


Rosa i Masza to siostry, które długo zwlekały by się rozdzielić, i rozejść. Od zawsze się lubiły. Przypadły sobie do gustu już jako tkaniny. Masza jest starsza parę dni, dokadnie cztery (jak ustaliłyśmy z Domi), a Rosa - długo oczekiwana, zdecydowanie stanowiła przyjemną niespodziankę.
Dziewczyny są większe niż te poprzednie na kiermaszu, mierzą aż 45 cm. Sesja na podwórku (po-urodzinowym), odbyła się za pozwoleniem, i  z pomocą Domi i Mani - u których to Masza i Rosa znalazły dom. One to również nadały im imiona. Zobaczcie.


Rosa i Masza


Rosa i Masza


Rosa - ulubienica Domi

Rosa

Masza


Rosa jest baletnicą, a Masza - podróżnikiem.


Masza




Masza

Rosa i Masza to siostry, więc nie mogło być inaczej, by lalki trafiły w inne niż siostrzane ręce :)  Domi i Mania były bardzo zadowolone mogąc się razem bawić.
Podobają Wam się ?



***


I na koniec małe podsumowanie.

Co zrobić w urodziny 2 - latka... ???? To pytanie chodziło mi po głowie, już miesiąc przed urodzinami. Najbliższa rodzina, i zabawa dla dzieci - na tym się skupiłam. Wymyśliłam zatem, że po pierwsze - ozdobię podwórko ( impreza odbywała się u babci Ali ). Tylko co zrobić, by było tanio, pomysłowo i ... ekologicznie ... ?


Moje pomysły na imprezę 2-latka:



Girlandy z odzysku ...

Oto girlandy wykonane z makulatury, którą namiętnie zbieram i przekazuję odpowiednim pojemnikom.. Spełniły swoją funkcję, nawet mnie zaskoczył efekt, bo naprawdę mi się spodobały. Zawieszone na zwykłym sznurku, i przeciągnięte przez podwórko, nadały sytuacji wymiar imprezy :D
Do tego (przyznać muszę nieco z niechęcią) doszło kilka balonów - dzieci je uwielbiają, oraz pewne małe akcesoria urodzinowe...

girlandy z odzysku :)

Akcesoria

Na urodzinach dziecięcych nie może zabraknąć, kartonowych czapeczek, papierowych trąbek, czy kolorowych, papierowych talerzy (w naszym przypadku tych ze Skubim :)) Dzieci lubią ładne przedmioty, i każdy detal ma dla nich znaczenie, tylko my dorośli nie zawsze zwracamy uwagę na otaczające nas małe elementy.... Każdy dodatkowy gadżet, przypomina o okazji. Ale pamiętajcie - bez przesady ;)




Piniata z ulubioną myszką Maniuli




Piniata

Pomysł na piniatę, przyszedł ... Tak pomyślałam, że to w sumie fajna zabawa, i spróbuję zrobić... Do pracy zabrałam się już tydzień wcześniej.  Ją również wykonałam z makulatury, tzn "Super XgazetyX". Mini jest ostatnio ulubieńcem Mani, zatem piniata ostatecznie miała przypominać właśnie tą myszkę. Do środka oczywiście wrzuciłam mnóstwo cukierków i serpentyn zrobionych z bibuły. Dzieci były zachwycone, gdy wymachiwały z zawiązanymi oczami pałką z nadzieją na trafienie. Oczywiście dały radę. Osiągnęły cel.

Jeśli chcecie piniatę, na urodziny swoich pociech, możecie ją zrobić sami, ja robiłam według tutorialu o tutaj, jednak pamiętajcie, że zajmuje to dużo czasu. Dlatego też zawsze możecie skorzystać z mojej pomocy, i ją u mnie zamówić ;)

Malowanie buzi... 

Już jakiś czas temu, przygotowując się do urodzin zakupiłam kredki do malowania buzi - nie polecam. Teraz skusiłabym się raczej na farby. Pędzlem jednak łatwiej malować - przynajmniej mi. Maniula atakowała niczym smok podrywający ofiarę w przestrzeń powietrzną, porywając do swojego gniazda. Pewna ręka i brak zaskoczenia pozwoliły mi dokończyć dzieło :)

malujemy buzie !

Muzyka

Tej oczywiście nie może zabraknąć na dobrej imprezie, jeśli przymierzacie się do zorganizowania takiej, bardzo polecam. Tańce, podkoki, i bieganie po całym podwórku, tak to był zdecydowanie dobry pomysł. Dziecięce piosenki wywołąją uśmiech na każdej buzi :)

O ciastach, ciasteczkach i torcie...


Tort przy takiej okazji, jest wręcz podstawą, dlatego nie będę o tym pisać. Bo każdy zaczynając organizować przyjęcie zaczyna właśnie od tego punktu. Za to polecę Wam jeden przepis na ciasto który zachwycił najmniejszych gości to brownies z marshmallows i migdałami, do tego muffiny z bananami, rodzynkami, i pszenicą z melasą i migdałami, ciasteczka owsiane z gorzką czekoladą, sernik na zimno z brzoskwiniami, oraz ciasto z kubusiem - trochę zaszalałam ;)
Do tego obiad, którym na szczęście zajął się mąż :) jako, że przyjęcie w ogrodzie, skorzystaliśmy z grilla.



 Wszyscy byli zadowoleni, była rodzina i było "sto lat". I to było najfajniejsze :)